Jak zostałem matematykiem, część III

W październiku 1987 rozpocząłem studia matematyczne na Wydziale Matematyki, Fizyki i Chemii Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Były to jednolite pięcioletnie studia magisterskie. Oznacza to, że nie było punktu pośredniego w postaci licencjatu.

Już pierwsze ćwiczenia z algebry liniowej z geometrią przyprawiły mnie o zawrót głowy. Pierwsze zadanie brzmiało: udowodnić, że $\mathbb{Z}_4$ z działaniem dodawania modulo $4$ jest grupą. Jak to zrobić? Co jest dane, a co szukane? Zupełnie nie wiedziałem. Szok, strach, panika, pytanie czy znalazłem się we właściwym miejscu. W szkole zadania z matematyki miały przecież normalną postać: coś było dane, a coś szukane. Dana jest funkcja $f(x)=x\cdot\sqrt{8-x^2}$, znaleźć jej ekstrema. Ratownik ma do dyspozycji $200$ metrów liny i potrzebuje nią ogrodzić prostokątne kąpielisko; podać wymiary kąpieliska o największej powierzchni. W stożku kąt między tworzącą, a płaszczyzną podstawy ma $30^{\circ}$, a wysokość ma długość $6\sqrt{3}$; wyznaczyć objętość. Konkretne sformułowania, oczekuje się konkretnych odpowiedzi. A tutaj – do czego w ogóle trzeba z tym $\mathbb{Z}_4$ dojść? Od czego zacząć? Zupełne zagubienie.

Tak bolesna była konfrontacja moich wyobrażeń o studiach matematycznych z rzeczywistością. Wydawało mi się, że jeśli w szkole rozwiązywano równania i nierówności wielomianowe stopnia $2$, $3$ lub $4$, to na studiach będzie się robić podobne rzeczy, tylko trudniejsze: piątego, szóstego stopnia i wyższych. Dlatego doszedłem do wewnętrznego przekonania, że już w pierwszym semestrze nie będę w stanie zdobyć żadnego zaliczenia z ćwiczeń, nie mówiąc już o zdaniu egzaminu. Mocno przybity tą sytuacją nosiłem się z zamiarem rezygnacji ze studiowania. Jednak zdałem sobie sprawę, że po liceum ogólnokształcącym nie mam żadnego zawodu. Mam wiedzę ogólną, przygotowany jestem w zasadzie do każdych studiów, ale nie umiem niczego konkretnego robić. Nie ma więc dla mnie alternatywy: muszę ukończyć studia. A kierunek inny niż matematyka nie wchodził w grę.

Dlatego od samego początku studiów dużo pracowałem. Przygotowywałem się do każdych ćwiczeń, uczęszczałem na wszystkie wykłady. Było bardzo dużo pracy, całe popołudnia nad książką i zeszytem. W ten sposób upłynął semestr i nadeszła pora wpisywania zaliczeń. Wstęp do matematyki: piątka. Analiza matematyczna: piątka. Algebra liniowa z geometrią: piątka. Podstawy informatyki – czwórka. Czy to pomyłka? Jak do tego mogło dojść? Jedyny w sesji zimowej egzamin ze wstępu do matematyki też zdałem na piątkę.

Semestr letni przyniósł już większy spokój ducha. Skoro tak dobrze przeszedłem sesję zimową, pewnie i w letniej jakoś pójdzie. Nie wyhamowałem jednak z tempem nauki. I znów czwórki i piątki. Całą sesję letnią za wyjątkiem jednego egzaminu (pani z filozofii rozchorowała się) zaliczyłem w zerówkach. Także podstawy informatyki. Dlaczego je wyróżniam? Bo na egzaminie otrzymałem ocenę $3{,}5$. Dziwne to było, bo z egzaminu pisemnego miałem $3{,}5$ i wykładowca stwierdził, że nie można sobie podwyższyć oceny na egzaminie ustnym. Dziwne to i krzywdzące.

Nadeszły jednak pierwsze studenckie wakacje i szybko zapomniałem o tym drobnym niepowodzeniu.

2 komentarze

  1. No właśnie, też początek studiów licencjackich bardzo przestraszył mnie, myślałam, że matematyka to chyba w ogóle nie dla mnie, że miałam wybrać coś innego, bo inaczej to sobie wyobrażałam… ale pilnie studiowałam i w końcu poszło prawie wszystko na Á-čka (czyli piątki u was). I z upływem czasu patrząc na to, co wydawało mi się tak trudne wtedy, teraz wydaje mi się spoko… Dobrze wiedzieć, że już teraz gotowy matematyk miał kiedyś podobne trudności i wątpliwości.. Mam nadzieję, że raz tak powiem i o tym, co teraz wydaje mi się niemożliwe do ogarnięcia… Mam nadzieję, że da się rady, jeśli tylko chce się studiować… 🙂

    1. Dziękuję za ożywczy powiew powietrza spod Gerlacha (Dušana mieszka kilka kilometrów od najwyższego szczytu Karpat i widzi go z okien swojego domu).

Dodaj komentarz