Jak zostałem matematykiem, część IX

W roku 1993 na Uniwersytecie Śląskim rozpoczęła się pierwsza edycja studiów doktoranckich. Zapisałem się na nie, aby nie tracić kontaktu z matematyką na poziomie uniwersyteckim, niewiele jeszcze myśląc o przyszłym doktoracie. Były to studia w systemie zaocznym, choć odbywały się w dni powszednie, tak samo jak studia dzienne. Ciekawie, ale tak po prostu było. Obciążenia dydaktyczne w Filii Politechniki Łódzkiej (tak nazywała się wtedy moja uczelnia) pozwalały mi na wyjazdy do Katowic. Obowiązki studenckie nie były wielkie. Ponieważ studia były niestacjonarne, nie musiałem prowadzić zajęć dydaktycznych w Katowicach. Na pierwszym roku wykład kursowy nieżyjącego już Profesora Andrzeja Lasoty o fraktalach. Drugi rok – wykład z analizy matematycznej prof. dra hab. Romana Gera poświęcony całkowaniu funkcji wektorowych, równaniu funkcji eksponencjalnych i półgrupom operatorów. Trzeci rok – wykład monograficzny doc. dr hab. Wilhelminy Smajdor Zbiory i funkcje wypukłe. Do tych wykładów były też ćwiczenia. Przez cały czas trwania studiów obowiązywało mnie seminarium doktorskie, ale zaliczał mi je najpierw kierownik mojej Katedry w Bielsku, prof. dr hab. Janusz Matkowski, a potem mój promotor rozprawy doktorskiej prof. dr hab. Kazimierz Nikodem.

Przez cały czas prowadziłem badania naukowe. Ponieważ udowodniłem twierdzenie o oddzielaniu funkcją afiniczną, czyli wielomianem co najwyżej pierwszego stopnia, chciałem pokazać analogiczne twierdzenie dotyczące oddzielania funkcjami kwadratowymi (wielomianami stopnia co najwyżej dwa). Długo się to nie udawało. W opisywanym okresie prof. Nikodem zaproponował mi zajęcie się funkcjami wypukłymi wyższych rzędów i ten kierunek badań okazał się bardzo owocny. Po półtora roku pracy nad funkcjami kwadratowymi wreszcie znalazłem odpowiednią metodę uzyskując żądany rezultat. Stąd już niewielki krok (jedynie tydzień pracy) zaprowadził mnie do otrzymania możliwie najogólniejszego wyniku idącego w tym kierunku, a mianowicie twierdzenia o oddzielaniu wielomianami. Sama wypowiedź jest dość skomplikowana, więc ją pominę.

W tym momencie mojego rozwoju prof. Nikodem uznał, że czas zająć się przewodem doktorskim. Złożyło się więc tak szczęśliwie, że w roku ukończenia studiów doktoranckich obroniłem rozprawę doktorską. O samym przewodzie doktorskim napiszę w kolejnym odcinku.

Dodaj komentarz