Jeszcze uczelnia czy już zakład pracy

Uniwersytet, universitas magistrorum et scholarium, ogół nauczyciel i studentów. Kiedyś tę rolę spełniała uczelnia. Relacja mistrz – uczeń, jedna z  naczelnych w studiowaniu. Czy jeszcze istnieje? Wszystko się zmienia.

Gdy rozpoczynałem studia, ich program mogłem zobaczyć w gablocie obok dziekanatu. Spis przedmiotów, główne hasła programowe, spis egzaminów i wymagań do egzaminu magisterskiego. Wszystko było jasne, a nauczyciele zajmowali się przekazywaniem wiedzy. Później, gdy już dość długo pracowałem, nastał czas syllabusów. Wystarczało określenie tematów prowadzonych przez siebie wykładów wraz z określeniem liczby godzin przewidzianych na realizację haseł programowych. Można to było wytrzymać.

Dziś mamy czas sprawozdawczości antycypacyjnej. Tzn. pisania sprawozdań z tego, co się zrobi, a nie z tego, co się zrobiło. Tak pisze się wnioski o przyznanie środków na badania naukowe. A w dydaktyce określa się cele kształcenia. Panującym jest klucz wiedza, umiejętności i kompetencje społeczne. Student ma świadomość, student ma rozszerzoną wiedzę…, jak to będziemy sprawdzać, jaki procent przypiszemy studentowi osiągającemu czy nie osiągającemu poszczególne cele? Tym zajmują się nauczyciele akademiccy. Czy zostaje czas na rzetelne przekazywanie wiedzy wobec konieczności nauczenia się nowomowy (krajowe ramy kwalifikacji, system zapewniania jakości kształcenia)?

Wydaje mi się, że wszystko zmierza do totalnej unifikacji. Dojdziemy do tego, że nie będziemy kształcić studenta, tylko produkować absolwenta. Według sztancy określonej celami. W ten sposób uczelnie ewoluują w kierunku zakładów pracy. Nic tylko zainstalować karty zegarowe i rozliczać z wykonania planu. Wartości moralne, etos nauczyciela? Po cóż nam to… Niech zapanuje produkcja.

Pozostaje mieć nadzieję, że kiedyś przyjdzie opamiętanie i znajdzie się ktoś mądry, kto powie: DOŚĆ TYCH ABSURDÓW!!!

5 komentarzy

  1. Zapytam tak: kiedy uniwersytety i ich wzorem szkoły średnie przestaną fabrykować absolwentów? Bo to, że już ruszyła produkcja to nie ulega chyba wątpliwości. Ale cytując klasyka, byt określa świadomość a popyt podaż.

    1. Odpowiem innym klasykiem.

      Daj rządy mądrych, dobrych ludzi,
      Mocnych w mądrości i dobroci.

      Mam nadzieję, że kiedyś ta mądrość nastanie. Na razie tylko jednostki potrafią przeciwstawić się tej produkcji i nowomowie. Chyba trzeba by zlikwidować te Krajowe Ramy Kwalifikacji i punkty ECTS. Czy urzędnicy muszą kontrolować jakość kształcenia? Ta najlepiej obroni się sama. Uczelnia padnie wypuszczając kiepskich absolwentów. Po co więc urzędnicze łapy? Kształceniem nie da się sterować zza biurka. Nie będzie lepiej tylko z tego powodu, że wprowadzi się nowe (świetne zdaniem autorów) standardy.

    1. Niestety to prawda co Pan pisze, bardzo mało jest ludzi którzy myślą rozsądnie i widzą co się dzieje. Polskie Uczelnie bo sam miałem częściowo z nimi przyjemność, od Liceum przez podstawówkę. Dzięki szczęśliwemu wypadkowi wydarzeń przerwałem edukację w Polsce i bardzo dobrze na tym wyszedłem. Cały system kształcenia w Polsce polega na tym, aby absolwenci ,,coś” wiedzieli, bali się zadawać pytań – to jest najgorsze, bo z czasem zabija kreatywność, własne, jednostkowe myślenie. Ludzie są wychowywani jak stado baranów – dla ogromnych firm które rządzą jest to bardzo na rękę – a my zaprzepaszczamy wiele talentów na rzecz mniej lub bardziej durnej pracy w ogromnych koncernach.

      Polecam poczytać sobie o https://pl.wikipedia.org/wiki/Czebol obecnie jest ten system pracy testowany w krajach bardziej rozwiniętych – jak na razie nie jest wcale oczywiste, że taki jest kierunek. Zobaczymy. Jednego tego czego jestem pewien to fakt, że jak się nie ma pasji i ogromnego zawzięcia w samym sobie ciężko jest się odnaleźć młodej osobie zwłaszcza w realiach Europy wschodniej ale również zachodniej, czytaj: Hiszpania, Portugalia, Włochy.

      Panta Rhei Świecie !

  2. Jakże sprawdza się powiedzenie Marcina, że komentarze to drugie życie bloga. Bardzo dziękuję za tę dyskusję.

Dodaj komentarz