Kim jesteś, studencie?

Lubię rozmowy ze studentami. Te poza zajęciami nawet bardziej niż służbowe. Niedawno spytano mnie przy takiej okazji, jakie są rodzaje studentów. Zapraszam do lektury moich spostrzeżeń popartych 26–letnim stażem pracy nauczyciela akademickiego.

OMatKo

Mój podział nie jest zbyt skomplikowany. Wyróżniłem dwa kierunki: poziomy (słaby, zdolny) i pionowy (leń, pracowity). Są tu więc cztery rodzaje studentów. Opiszę charakterystyczne cechy każdego z nich.

Zdolny pracowity

Takich studentów jest około dwóch–trzech w grupie. Systematycznie przygotowują się do zajęć, chętnie podchodzą do tablicy nawet nie będąc pewnymi czy postawione im zadanie rozwiążą poprawnie. W trakcie zajęć zadają wiele rzeczowych pytań. Pilnie słuchają prowadzącego nie rozmawiając między sobą. Korzystają też z konsultacji mówiąc wcześniej, że chcieliby przyjść na dyżur i podając problemy (naukowe), o których chcieliby porozmawiać. Paradoksalnie często mają niską samoocenę. Nie są przekonani, że mają talent. Trzeba im to zwyczajnie powiedzieć. Kto wie czy nie pracują więcej niż inni właśnie dlatego, że nie wierzą w możliwość zaliczenia przedmiotu na wysokim poziomie.

Słaby pracowity

Student tego rodzaju albo nie ma większego talentu, albo w jego szkole średniej panował niski poziom nauczania. Być może miał dobre oceny, które nie były poparte rzetelną wiedzą. Jego samoocena również nie jest za wysoka. Ma świadomość własnych braków i wiele zrobi, żeby je zlikwidować. Często korzysta z pomocy studenta zdolnego i pracowitego. Tacy ludzie siadają razem w ławce, po zajęciach też wspólnie pracują. Często ten zdolny pomaga słabszemu koledze przez cały okres studiów. Student słaby i pracowity na zajęciach też zadaje pytania. Prosi o powtórzenie, ponowne wyjaśnienie. W domu ciężką i solidną pracą nadrabia zaległości w wiedzy i przyswaja nową. W ten sposób jest w stanie zdobyć nawet ocenę bardzo dobrą. Nie przeszkadza w prowadzeniu zajęć.

Zdolny leń

O studencie tego rodzaju mówi się po latach zmarnowany talent. Ma wysoką samoocenę. Jest świadomy swoich solidnych podstaw, potrafi śledzić na bieżąco treści prezentowane na zajęciach. Często przeszkadza w ich przeprowadzeniu rozmawiając z sąsiadami. Jednocześnie ma czarującą osobowość. Jest miły i wesoły. Lubi porozmawiać o sprawach pozasłużbowych, byle tylko czas zajęć był krótszy. Wydaje mu się, że częściowe zrozumienie treści zajęć wystarczy do całkowitego opanowania materiału. Dlatego w domu albo w ogóle nie pracuje, albo uczy się w minimalnym stopniu. Nie jest przygotowany do większości zajęć i niechętnie podchodzi do tablicy. Najczęściej wtedy, gdy prowadzący wywoła go z listy. Ale jeśli już podejdzie, jego występ nie jest najgorszy. Zdolnych leni jest najwięcej w grupie. Dlatego zajęcia są czasem wesołe. Oni mają duży wpływ na budowanie miłej atmosfery.

Słaby leń

Studenci ostatniego omawianego rodzaju tak samo jak słabi pracowici przychodzą ze słabych szkół z niskim poziomem nauczania, często z dobrymi ocenami. Nie można wiele powiedzieć o ich samoocenie. Jednak ich charakterystyczną cechą jest niechęć do wszelkiego działania. Przez cały semestr ani razu dobrowolnie nie podejdą do tablicy, a jeśli zostaną wywołani, nie potrafią skrócić ułamka. Najprostsze zadanie będą rozwiązywać w trzy godziny, bo nie mają żadnych podstaw i co gorsza nie chcą uzupełniać braków. Żyją we własnym świecie sąsiadów z ławki. Z reguły trzymają się razem. Bardzo przeszkadzają w zajęciach, stale trzeba ich upominać. Często jedynym powodem ich pobytu na studiach jest otrzymywanie renty rodzinnej. Jeśli nie odpadną w pierwszym semestrze, w drugim mają wpis warunkowy i odpadają po pierwszym roku. Na drugim roku słabych leni jest mniej więcej tylu, ilu zdolnych pracowitych.

Jak studenci piszą kolokwia i zdają egzaminy? Słabe lenie zawsze na bardzo niskim poziomie, maksymalnie 5%–10%. Zdolni pracowici przynajmniej ok. 80%. Dla studentów pozostałych rodzajów nie ma reguły. Raz dobrze, raz słabo. Jednak jedynie słabe lene nie są w stanie zaliczyć przedmiotu. Przed pozostałymi droga stoi otworem. Jeśli więc nie za bardzo można ze słabego stać się zdolnym (choć bywają wyjątki), to da się wyeliminować lenistwo. Warto spróbować.

4 komentarze

  1. Witam. Z zaciekawieniem obserwuję Pana działalność na blogu i podziwiam za pasję. Podobną pasję wyrażam i ja, dlatego chciałbym zagłębić się w świat matematyki bardziej. Obecnie studiuję mechanikę i budowę maszyn, jednak po zrobieniu inżyniera chciałbym kontynuować studia magisterskie na matematyce. Czy uważa pan że te dwie dziedziny są pokrewne i dostane taką możliwość?

    1. Drogi Studencie,

      Dziękuję za miłe słowa skierowane na mój adres.

      Twoje pytanie jest bardzo konkretne. Zastanawiałem się czy nie przenieść go na drogę prywatną ale stwierdzam, że to co napiszę, ma charakter użyteczności ogólnej. Do dzieła.

      Moje pensum dydaktyczne realizuję praktycznie w całości na kierunku Mechanika i Budowa Maszyn. Dlatego muszę Cię rozczarować. Nie jest to kierunek pokrewny matematyce. Nie uczysz się osobnych przedmiotów typu Wstęp do matematyki, Algebra liniowa z geometrią itp. Inżynierski kurs analizy obejmuje najbardziej podstawowe zagadnienia nie wchodząc w zbytnie szczegóły techniczne, w analizę założeń, dowody. Różnice są tak wielkie, że nie pozwala to chyba na wyznaczenie różnic programowych. Ponadto na mojej uczelni jest 90 godzin wykładowych związanych z matematyką (analiza matematyczna po 30 h na semestr na I roku , równania różniczkowe 15 h, statystyka i probabilistyka 15 h) i to wszystko. Na dalszych latach są jeszcze elementy optymalizacji prowadzone przez inżynierów. A na matematyce miałem samą analizę przez dwa lata w wymiarze 2 razy po 2 godziny tygodniowo. Więc razem daje to nam 240 godzin. Widzisz różnicę? A gdzie inne przedmioty?

      Dlatego w moim odczuciu należałoby studiować matematykę jako drugi fakultet. Może zacząć równolegle z mechaniką, jeśli jesteś naprawdę zainteresowany. A jeśli Twoja uczelnia ma wydział matematyczny, sprawa będzie ułatwiona. Ale ostateczna i wiążąca odpowiedź leży w gestii władz dziekańskich. Uczelnie różnie podchodzą do tych spraw. Na pewno jakieś przedmioty ogólnokształcące zostałyby Ci już zaliczone.

      Z drugiej strony będziesz wartościowym studentem matematyki, gdyż będziesz wiedział jak ją stosować w potrzebach inżynierskich. Więc zachęcam do podjęcia trudu mimo tego, że napisałem coś chyba nie po Twojej myśli, ale zgodnie z prawdą.

      Najserdeczniej pozdrawiam.

  2. U mnie na Politechnice było całkiem ciekawie, zaskoczył mnie wykładowca dokładnie nas egzaminujący i szukający nawet w brudnopisach egzaminacyjnych śladów myślenia. Ćwiczenia były bardzo wesołe, bo prowadzący bardzo lubił przypadki szczególne, wyjątki i różne ciekawe sposoby testowania naszej wiedzy. Najlepszy był jego skrypt, do którego rychło wydano erratę i erratę do erraty, bo wszyscy się totalnie gubili w wynikach które są prawidłowe, a które nie. Liczenia było niewiele ale trzeba było temat “czuć” 😉

    1. Dziękuję za dwie rzeczy: fajny komentarz i to, że moją prośbę o czytanie bloga potraktowałeś poważnie i natychmiastowo. 🙂 Z przyjemnością polecam Twój ciekawy blog (wystarczy kliknąć w nazwę komentującego w komentarzu powyżej).

Dodaj komentarz