Mobilność czy stabilność?

Nie będę mobilnym naukowcem. Nie zamierzam co parę lat przenosić się z miejsca na miejsce, nigdzie nie zapuszczając korzeni. A gdy mnie już zabraknie nie chcę, aby widząc napis z moim nazwiskiem, ludzie pytali: kim on był? Obojętnie przechodzili mówiąc: oto kolejny bezimienny.

Życie na walizkach

Mobilność naukowca można rozumieć dwojako. Może chodzić o okresowe wyjazdy na staże (tzw. postdoc), krótkotrwałe pobyty w znanych i cenionych instytutach itp. To jest dobre, wpływa pozytywnie na rozwój. Sam kiedyś aplikowałem o tego rodzaju trzymiesięczny pobyt w Niemczech (we wspólnej z Węgrami grupie, niestety nie wygraliśmy konkursu). Drugi sposób pojmowania mobilności to stałe przenosiny z miejsca na miejsce. Dziś tu, jutro tam. Tego chciałbym uniknąć.

Obecnie trudno znaleźć człowieka, który od ukończenia studiów do emerytury pracuje w jednym miejscu. Jestem reliktem minionej epoki. Oczywiście w tej chwili nie wybieram się na emeryturę, zostało mi do niej jakieś 25 lat, może mniej. Znajduję się na półmetku swojej kariery zawodowej, w tym roku mija 25 lat mojej pracy. Pracy w jednym miejscu (nie liczę kilkuletnich epizodów związanych z umowami–zleceniami w uczelniach prywatnych). Jest nim Akademia Techniczno–Humanistyczna w Bielsku–Białej. Jest to uczelnia państwowa wyrosła z Filii Politechniki Łódzkiej w tym mieście, która działała w latach 1968–2001, kiedy usamodzielniła się przybierając wspomnianą nazwę. Można powiedzieć, że związałem się z tą uczelnią, jestem jej człowiekiem. Nie zamierzam tego zmieniać.

W życiu wiele zależy od określenia celów. Moim nie jest nauka sama w sobie. Owszem, jest pociągająca. Jednak największym pragnieniem jest stabilizacja, poczucie bezpieczeństwa, pewnej przyszłości, zabezpieczenia w rodzinie. Osiągając to i będąc w jakimś sensie szczęśliwym, można twórczo uprawiać naukę. Wtedy odczuwa się radość z uzyskania kolejnych wyników. Stałe życie na walizkach, przenosiny z miejsca na miejsce naruszają więzi, i to te najważniejsze — rodzinne. Owszem, przenosząc się na nowe miejsce, zapewne zabrałbym rodzinę. Trzeba jednak organizować życie na nowo. Urządzenie mieszkania, nowe kontakty. I tak raz na kilka lat. Nie o tym marzę. Zakorzeniłem się w okolicy Bielska. Tu mam rodzinę, ma ją też moja żona. A oparcie w postaci dziadków doceni każdy, kto posiada dzieci.

Mobilność staram się realizować inaczej. Dość często uczestniczę w konferencjach naukowych. Te są okazją do wymiany myśli i doświadczeń. Nie chodzi jedynie o słuchanie referatów. Bardzo ważne są rozmowy kuluarowe. Dużo nowych wyników powstaje wskutek takich spotkań. Jako rozwinięcie tej myśli polecam cykl Matematyk na konferencji na moim blogu.

Idea mobilności nie jest może taka zła. Jednak na naszym gruncie trudno ją powszechnie zrealizować. Jedni są mobilni, inni nie. Wybór drogi życiowej jest indywidualną sprawą każdego z nas.

12 komentarzy

  1. I to wyjaśnia powód odmowy zamiany Lwowa na “czek z dużą ilością zer po jedynce” napisanej najdalej na lewo jak było to możliwe.

    1. Dodam, że taką propozycję złożył Stefanowi Banachowi John von Neumann. Dziękuję za trafny komentarz.

      1. Nie, to nie von Neuman złożył taka propozycję a prof. Norbert Wiener, zwany ojcem cybernetyki. John von Neuman był już znanym matematykiem, ale nie miał takiej mocy by w swoim imieniu oferować czek a tak (spodziewaną?) wielką sumę. (vide https://bogdan.wordpress.com/moje-publikacje/opowiesci-ksiegi-szkockiej/ )
        A o kłopotach maturalnych S.Banacha i jego pracy w księgarni i nie tylko pisał prawie pół wieku temu prof. Steinhaus w Problemach. Stąd wiem o tym.

        1. Ale coś jest z von Neumannem. Był on nosicielem czeku podpisanego przez Wienera. Dziękuję za sprostowanie. 🙂

  2. Rozumiem doskonale przywiązanie do miejsca. Jestem poznanianką z krwi i kości i ciężko byłoby mi się przenieść w inne miejsce. Szkoda, że zawodowo sytuacja wygląda już zupełnie inaczej. Coraz rzadziej firmy (szczególnie prywatne) nastawiają się na długotrwałą współpracę z zatrudnionym. Podobno nasze pokolenie lubi zmiany. Ja jestem fanką stabilizacji. Być może uda mi się znaleźć takie miejsce, gdzie będę chciała się ustabilizować 🙂

    1. Są zawody w których przez pierwsze kilka lat wypada zdobywać doświadczenie w kilku, nie za wielu firmach w branży. Później stabilizacja i okresowe kontakty zawodowe dla poszerzenia horyzontów. Ale z własnego doświadczenia wiem, że rozwiązane zespoły twórcze, szczególnie projektowe, konstrukcyjne są nie łatwe do szybkiego odtworzenia (co do mocy intelektualnej) w nowym składzie. W starym miejscu (firmie, biurze) stworzenie podobnie silnego zespołu jak ten rozwiązany trwa długo. Często nie osiągając takiej sprawności jak ten “rozwiązany”. A ponad to stary zespół zabiera doświadczenia i wiedzę fachową zasilając nimi konkurencję. O tym nie wszyscy “menagerowie” wiedzą i to czują. A już utrata lidera zespołu, tego głównego co ciągnie wóz zespołu to strata niepowetowana. Domokrążców i poganiaczy można zmieniać, choć i też nie wszystkich, bo są tacy do których klient i personel maja zaufanie.
      Stąd tzw. kreatywność przez wędrówki po firmach, to pojęcie bardzo względne.
      Nie wszyscy zostają bossami przechodząc z referatów kulturalnych do szefowania w przemyśle.
      A tak też bywa.
      W.Kr.

  3. Moim zdaniem powyższy wpis pomija pewien istotny aspekt mobilności młodych naukowców. Powiem wprost: w obecnych czasach jest to konieczność. Rzeczywiście, popyt na rynku pracy dla matematyków przewyższa zdecydowanie podaż, więc starając się o pracę trzeba mieć się czym pochwalić. Czasy kariery ,,od magistra po profesora” na jednej uczelni powoli się kończą. Ma to oczywiście pozytywny wpływ na społeczność matematyczną (czy ogólniej, naukową) jako taką gdyż hamuje proces tzw. kazirodztwa naukowego od którego mocno ucierpiała polska nauka po wojnie.

    Rzeczywiście, istnieje w Polsce gros zatomizowanych, odizolowanych i wzajemnie się ignorujących grup badawczych, których tematyka badań nie jest wcale tak odległa. Truizmem jest stwierdzenie, że wpływa to na wyjaławianie się nauki w naszym kraju. Przepływ ,,świeżej krwi” ma szansę zmienić ten stan rzeczy w dalszej perspektywie. Oczywiście, znacząco utrudnia to życie młodym naukowcom (m. in. mnie) poprzez bezpośrednie rzutowanie na podejmowanie przez nas ważnych decyzji rodzinnych.

    W UK (oraz innych krajach Okcydentu) jedynie niewielka część wypromowanych doktorów ma szansę na stałą posadę akademicką. Oczywiście krzywda się im nie dzieje, bo mogą przejść oni do tzw. przemysłu zarabiając dużo większe pieniądze niż na uczelniach.

    Co do Banacha, to on odbył staż we Francji. Propozycja Wienera dotycząca przeniesienia się na stałe do innego kraju za wielką wodę nie ma dużego związku z tematem, bo Banach był już wówczas uznanym matematykiem ze stałą posadą profesorską. Nijak to się ma do rozterek młodych matematyków w dzisiejszych czasach.

    1. Duży akcent (nie bez racji) położyłeś, Tomku, na ludzi młodych. Tak, tu mobilność jest na pewno wskazana i ważna. Myśl o stabilności pojawia się chyba później. Sam pisałem komentowany tekst z perspektywy ćwierćwiecza pracy zawodowej, które w tym roku obchodzę. Oczywiście zauważasz potrzebę istnienia więzi rodzinnych oraz pewien ich konflikt z mobilnością. Bardzo dziękuję za ten interesujący punkt widzenia. Warto go było przedstawić.

    2. Przepraszam, że zapytuję, ale w których latach i gdzie dokładnie we Francji Stefan Banach odbywał ów staż o którym Pan pisze?
      Kruszewski (W.Kr.)

        1. Tak, jest prawdą że w tym roku Banach był we Francji, ale nie na stażu a na stypendium rządu RP. Bycie na stypendium a stażowanie to nie to samo. Odpowiedź na drugą część pytania wyjaśniłaby tę kwestię.
          Kruszewski (W.Kr.)

Dodaj komentarz