Pokaż jak kończysz, a powiem ci jakim jesteś wykładowcą

Pewien polityk o znanym nazwisku powiedział kiedyś, że mężczyzny nie poznaje się po tym, jak zaczyna lecz po tym, jak kończy. Powiedzenie to przeszło do codziennego użytku. Dużo w nim racji również w odniesieniu do społeczności uczniowskiej czy akademickiej.

pokaż jak kończysz

W dzisiejszym artykule rozwinę myśl wyrażoną w dwóch ostatnich akapitach tekstu Matematyk wykłada. Jako student nie lubiłem, gdy wykładowca przedłużał zajęcia kosztem przerwy. Wszyscy wiercą się w ławkach, patrzą na zegarki, a ten wciąż swoje i ani myśli o zakończeniu wykładu. Łatwo mi teraz mówić studentom: gdy ktoś przedłuża, zwyczajnie wyjdźcie z sali. Czy będąc kiedyś po ich stronie biurka zdobyłbym się na to? Dlatego pilnowanie czasu zajęć jest sprawą wykładowcy, a terminowe kończenie jest elegancją.

Często zajęcia w danej sali upchane są jedne po drugich, z krótkimi tylko przerwami na zmianę prowadzącego. Wybierając się na wykład lubię być w sali przynajmniej pięć minut przed planowym rozpoczęciem. Trzeba przecież przygotować warsztat pracy. Włączyć komputer, rozłożyć listę studentów, czasem zamienić ze słuchaczami kilka niezobowiązujących słów. Idę więc na portiernię, proszę o klucz. Portier sprawdza… klucza brak. Więc czekam, aż poprzedni wykładowca łaskawie zejdzie na dół i klucz przyniesie. Dobrze, jeśli sobie przypomni o jego oddaniu, bo jeśli nie, to zaczyna się kłopot. Często jednak w opisanej sytuacji udaję się do sali. Mam minutę do rozpoczęcia zajęć (pozostałe cztery zmarnowałem na portierni). Poprzedni wykładowca nerwowo chowa swój sprzęt i przeprasza: zagadałem się. Albo: dziś wyjątkowo przedłużyłem.

Dlaczego więc zajęcia się przedłużają? Prowadzący mógł stracić rachubę czasu, zwyczajnie zapomnieć że zostało mu jeszcze kilka minut. Często jednak jest pokusa powiedzenia studentom wszystkiego co się wie, i to w jak najkrótszym czasie. Nie jest to dobra metoda. Udając się na wykład muszę mieć w głowie (lub w notatkach) jego szczegółowy plan. Co chcę dziś powiedzieć studentom? Z tym pytaniem powinienem się rano budzić. A czasem tego planu zwyczajnie brak. Profesor patrzy na zegarek, zostały trzy minuty. I co? Trzeba coś jeszcze powiedzieć. Gorączkowo przeszukuje umysł i zaczyna nowy temat, który zajmie mu np. cztery pełne następne zajęcia. Czy to ma sens?

Dlatego mówię: lepiej skończyć zajęcia pięć minut wcześniej niż minutę później. To studenci bardzo lubią. Choćby dlatego, że nie tracą przerwy. Ta przecież potrzebna jest na odpoczynek. Nie da się skupiać umysłu przez sześć godzin bez przerwy. Trzeba wstać z krzesła, zażyć świeżego powietrza. Wykładowca musi mieć świadomość, że przedłużając zajęcia skraca przerwę, zwyczajnie ją zabiera. Zachowuje się nie fair zarówno w stosunku do studentów, jak i innych nauczycieli (ci zwyczajnie denerwują się, że nie mogą rozpocząć swych zajęć o czasie).

Nikt nie jest święty. Także zdarzało mi się przedłużyć zajęcia. Wtedy rozładowywałem sytuację mówiąc: skrócimy na egzaminie. Najlepiej jednak pilnować czasu i nie dopuszczać do takich sytuacji.

Jeśli kończysz zajęcia punktualnie (i tak samo je zaczynasz), to jesteś elegancki i solidarny ze studentami i innymi wykładowcami. Jeśli notorycznie przedłużasz — zastanów się czy umiesz właściwie zaplanować zajęcia, czy może w twych myślach i notatkach panuje chaos. To twoja praca, więc wykonuj ją z zaangażowaniem i najlepiej jak potrafisz. Jeśli nie płoniesz, szybko o tobie zapomną. A choćby i nieprzeciętne zdolności naukowe, autorytet skali światowej, a nawet nagroda Nobla, nie zrobią z ciebie automatycznie dobrego wykładowcy. Do tego dochodzi się z czasem i doświadczeniem. Tak: upływ czasu uczy pokory, a ta powiększa doświadczenie.

4 komentarze

  1. Ze swoich studiów pamiętam ostatnie zajęcia przed feriami zimowymi. Odbywały się po południu (a właściwie nawet wieczorem). Grupa niewielka, a zajęcia z naszym „opiekunem”. Byliśmy bardzo porządnymi studentami, wykładowca był przed terminem rozpoczęcia, więc poprosiliśmy: „Panie Profesorze, zacznijmy wcześniej, zróbmy bez przerwy, skończmy wcześniej — sporo osób do domów musi dojechać.”

    I tak się stało: Zaczęliśmy wcześniej, wykład był bez przerwy, a skończyliśmy później. Pamięta się to długo, ale teraz już bez złości.

    A tak na poważnie to łatwiej jest zauważyć zaniepokojenie studentów gdy prowadzi się wykład tyłem do tablicy.

    U nas większość wykładów (90 minut) prowadzonych jest bez przerwy (tylko te zaczynające się o 7:30 nie dają możliwości na żadną przerwę), ale ustalam na początku czy przerwę robimy. A jeżeli chodzi o kończenie to tak jak w tym starym (niecenzuralnym) dowcipie radzieckim но к этому надо стремится.

    1. Dlatego sprawdza się zasada im wcześniej zaczniesz, tym później skończysz.

      Tyłem do tablicy… to przecież oczywiste. Kontakt z audytorium nawiązujemy tylko w taki sposób. Stojąc przodem do tablicy i nie odwracając się do studentów nawet nie zauważysz, gdy wszyscy opuszczą salę. Wykładowca musi być człowiekiem z krwi i kości. Nie stereotypowym profesorem w okularach nie wiedzącym o bożym świecie, ale kimś konkretnym, czasem wkurzającym się na gadających studentów, podejmującym z nimi rozmowę itp. Tacy ludzie są lubiani.

  2. Staram się zawsze kończyć zajęcia punktualnie (w końcu to też moja przerwa!), chociaż czasami zdarza się, że w trakcie zajęć studenci zadają dużo pytań, bo zaciekawi ich jakieś zagadnienie, albo coś było niewystarczająco ich zdaniem wytłumaczone. Zwykle odpowiadam na takie dodatkowe pytania, o ile nie odbiega to zanadto od tematu. Jeśli zdarzy mi się, że z tego powodu nie wyrobię się z przewidzianym tematem – oznajmiam na końcu, że czas zajęć minął, ale jeśli chcieliby dosłuchać do końca, to zapraszam 🙂 Zwykle siedzą grzecznie te 5-7 minut dłużej 🙂

    1. W trakcie wykładu warto po zakończeniu jakiejś logicznej części zatrzymać się i dać czas na pytania studentów. Dosłownie kilkanaście sekund. Z reguły pytań nie ma, ale to dobre momenty. Ja pozwalam przerywać sobie wykład w dowolnej chwili i zadawać pytania. Nie wybija mnie to z rytmu.

Dodaj komentarz