Strona Szymona Wąsowicza

Przejdź do strony głównej

Skoki narciarskie

Moje uwagi o skokach narciarskich

Skoki narciarskie interesują mnie od dziecka. To dziwne, ale jeżdżę na nartach zjazdowych, a upodobałem sobie właśnie skoki. Oczywiście lubię pooglądać transmisje dotyczące narciarstwa zjazdowego, ale uważam, że skoki są zdecydowanie bardziej widowiskowe. Miałem okazję śledzić ewolucję stylów w skokach. Do tej pory fascynuje mnie przejście od stylu równoległego do stylu „V”, które dokonało się głównie za sprawą szwedzkiego zawodnika Jana Boklöva w drugiej połowie lat osiemdziesiątych.

Historia skoków sięga początku XIX wieku. Pierwszym skoczkiem narciarskim był Olaf Rye, który w roku 1809 skoczył na odległość 9,5 metra. Natomiast pierwszym odnotowanym rekordem uzyskanym w zawodach była odległość 30 metrów uzyskana w roku 1860 przez Sondre Norheima. Dzisiaj na dużych skoczniach uzyskuje się wyniki rzędu 120–130 metrów, a na skoczniach mamucich — ponad 200 metrów.

Aż do lat pięćdziesiątych skakano stosując szerokie wymachy rąk. Później zawodnicy trzymali ręce przed sobą. Od lat siedemdziesiątych aż do wynalezienia stylu „V” ręce dociskano do tułowia. Przez cały dotychczasowy okres narty prowadzono równolegle.

Gdy wśród skoczków pojawił się Szwed Jan Boklöv, rozpoczął się nowy okres w historii skoków. Zawodnik ten nie prowadził nart równolegle, ale rozkładał je w kształcie litery V. Mimo, że skakał dalej niż inni, jego styl nie zyskał aprobaty sędziów. Boklöv otrzymywał zdecydowanie niższe noty za styl niż jego rywale. Ale coraz więcej zawodników zmieniało swój styl z równoległego na „V”. Nic dziwnego. Oprócz możliwości oddania dłuższego skoku styl ten jest zdecydowanie bezpieczniejszy od poprzedniego. Prędkość przy lądowaniu w stylu „V” jest o około 50 km/h niższa niż w stylu równoległym.

Zdarza się też zdecydowanie mniej wypadków niż przy stosowaniu stylu równoległego. Pewien groźny wypadek miał miejsce pod koniec sezonu 1998/99 podczas konkursu lotów narciarskich w Planicy. Wiał wtedy bardzo silny (jak na skoki) wiatr. Rosyjski zawodnik Valery Kobelev otrzymał już w trakcie lotu niekorzystny podmuch i przewrócił się uszkadzając przy tym kark. Oglądałem ten konkurs — wyglądało to tragicznie. Kobelev pięć czy sześć razy przekoziołkował za każdym razem uderzając karkiem w ziemię. Myślałem, że skoczek już nie żyje. Chyba przez dziesięć minut reanimowano go na zeskoku, dopiero później został zabrany do szpitala. Na szczęście przeżył i nawet powrócił do skoków.

Od początku lat dziewięćdziesiątych wszyscy skoczkowie używają stylu „V”. Jedynym elementem stylu klasycznego pozostało lądowanie, które powinno zawierać tzw. telemark (zawodnik w momencie lądowania przyklęka na jedno kolano). Ale jeśli skok jest długi, to trudno telemark wykonać. Często więc zawodnicy stawiają na długość nie wykonując telemarku.

Tekst powstał w lutym 2000, wersja uaktualniona w styczniu 2010.

Początek strony
© Szymon Wąsowicz 1999–2012