Jak pisano dawniej, a jak piszemy dziś

Wszelka technologia skazana jest na postęp. Również ta informatyczna. Niektóre narzędzia sprzed lat dwudziestu czy trzydziestu różnią się znacznie od tych stosowanych obecnie. Zapraszam do lektury retrospekcji na temat pisania prac matematycznych.

W epoce przedkomputerowej prace pisano na maszynie do pisania, a symbole matematyczne wpisywano ręcznie. Wyglądało to koszmarnie. Małą próbkę można zobaczyć poniżej.

Pismo ręczne

Ten obrazek pochodzi z tekstu opublikowanego w zeszytach naukowych jednej z polskich uczelni w końcu lat osiemdziesiątych XX stulecia. Bardziej profesjonalne wydawnictwa dysponowały oczywiście możliwością lepszego składu, a ręczne dorabianie wzorów możliwe było tylko w fazie autorskiego manuskryptu. Dla przykładu obrazek z publikacji, która ukazała się w roku 1920.

Praca z 1920

W latach osiemdziesiątych na scenę wkroczyły (w miarę dostępne) komputery osobiste klasy PC. Oczywiście koszt pierwszych egzemplarzy był porównywalny z giełdową ceną średniej klasy samochodu. Ale powiedzmy, że rozpoczął się okres rozpowszechniania się najnowszych zdobyczy informatyki. Nastał czas edytora ChiWriter. Dziś wydaje się on śmieszną starocią, ale wtedy był bardzo mocnym narzędziem, bo można było wpisywać polskie litery, a także wzory matematyczne. Sposób wpisywania tych ostatnich był siermiężny. Np. górna połowa symbolu całki znajdowała się w jednej linii, natomiast dolna w drugiej. Były też całki trzy–linijkowe. Efekt był taki, że wskutek zmiany wielkości czcionki wzory matematyczne natychmiast rozjeżdżały się na wszystkie strony, a ich ponowne złożenie graniczyło z niemożliwością. Kolejny obrazek pokazuje część mojej pracy magisterskiej z roku 1992. Proszę zgadnąć, jakie twierdzenie zostało udowodnione.

ChiWriter

Można już było uzyskać ułamki, indeksy wielopoziomowe itp. Symbole teorii mnogości wyglądają jednak słabo.

Innym narzędziem edytorskim jest Word ze swoim edytorem równań. Sposób ich zapisywania jest (w mojej opinii) o stokroć cięższy niż w ChiWriterze. Automatyczna numeracja wzorów jest bardzo trudna, zmiana rozmiarów koszmarna. Word nadaje się do napisania krótkiego pisma do szefa, ale do niczego więcej.

W filmie rysunkowym o Koziołku Matołku jest taki wierszyk:

Westchnął cicho nasz koziołek
i znów poszedł biedaczysko
po szerokim szukać świecie
tego co jest bardzo blisko.

Tym czymś jest $\LaTeX$. Obecny prawie od zawsze, nieznany szerszemu gronu. Choć tutaj sytuacja zmienia się, albowiem obecnie żąda się pisania matematycznych prac dyplomowych z użyciem tego systemu. Sam opis czym jest $\LaTeX$ wymaga całego cyklu artykułów. Ograniczę się tu do prostej informacji, że chodzi o zbiór makropoleceń do systemu składu drukarskiego $\TeX$ zaprojektowanego przez amerykańskiego matematyka i informatyka, prof. Donalda Knutha. Prace nad $\TeX$-em trwały od końca lat 70-tych do 1985, kiedy to ukazała się pierwsza wersja systemu. Nowe ukazują się do dnia dzisiejszego. LaTeX jest językiem znacznikowym. Znając proste komendy można osiągnąć niemal wszystko. W zaciszu domowym można produkować całkiem profesjonalne dokumenty. Automatyczna numeracja wzorów — żaden problem. Zmiana czcionki czy też rozmiaru strony wymaga wpisania kilku liter. Można więc skupić się na tym, co ma być napisane a nie na tym, jak to napisać. Poniżej zapiszę w $\LaTeX$-u treść drugiego obrazka.\[\begin{aligned}\iint\left[\frac{\partial U}{\partial x}\frac{\partial V}{\partial x}+\frac{\partial U}{\partial y}\frac{\partial V}{\partial y}\right]\text{d}x\text{d}y&=-\int_c U\frac{\partial V}{\partial n}\text{d}s,\\[1ex]\iint\left[\frac{\partial U’}{\partial x}\frac{\partial V’}{\partial x}+\frac{\partial U’}{\partial y}\frac{\partial V’}{\partial y}\right]\text{d}x\text{d}y&=-\int_c U’\frac{\partial V’}{\partial n}\text{d}s,\end{aligned}\]
Wpisanie tego wzoru zajęło mi dwie minuty. Dosłownie, z zegarkiem w ręku. A  oto kod tego wzoru.


\[
 \begin{aligned}
  \iint\left[\frac{\partial U}{\partial x}\frac{\partial V}{\partial x}
   +\frac{\partial U}{\partial y}\frac{\partial V}{\partial y}\right]\text{d}x\text{d}y
   &=-\int_c U\frac{\partial V}{\partial n}\text{d}s,\\[1ex]
  \iint\left[\frac{\partial U'}{\partial x}\frac{\partial V'}{\partial x}
   +\frac{\partial U'}{\partial y}\frac{\partial V'}{\partial y}\right]\text{d}x\text{d}y
   &=-\int_c U'\frac{\partial V'}{\partial n}\text{d}s.
 \end{aligned}
\]

Wygląda on jak chińszczyzna. Ale proszę uwierzyć, że przełamanie barier i nabycie doświadczenia pozwala na wpisanie takiego kodu praktycznie bez zastanowienia.

Obiecałem jeszcze kilka słów o programie LyX. Jest to klasycznie wyglądający edytor zapisujący dokumenty w formacie $\LaTeX$-a (czyli w zwykłym pliku tekstowym). To taki $\LaTeX$ dla ubogich. Różnica jest mniej więcej taka, jak między Maluchem (LyX) a Mercedesem ($\LaTeX$). Oczywiście tak jak te samochody mają wspólną strefę zgniotu (od zderzaka do silnika), tak i oba systemy składu mają jakieś cechy wspólne. Osobiście wolę się jednak autorytatywnie nie wypowiadać. Czytelnicy wiedzą już chyba, jakie są moje preferencje w tej kwestii.

Proszę wybaczyć, że nie opisuję technicznego aspektu działania $\LaTeX$-a. Nie chciałem tego robić, aby przekazane tu treści nie uległy rozmyciu.

9 myśli w temacie “Jak pisano dawniej, a jak piszemy dziś

  1. Warto dodać, że w LaTeX-ie można automatycznie importować literaturę, na przykład z bazy MathSciNet. Oznacza to, że nie trzeba przepisywać ani kopiować listy pozycji, które cytujemy, wystarczy tylko kliknąć na wybrane pozycje z listy tej bazy i zaimportować je w odpowiednim formacie. Dzięki temu mamy też zapewnione, że każda pozycja jest zacytowana poprawnie i po publikacji naszego tekstu zostanie znaleziona przez portale indeksujące cytowania, takie jak Web of Science. To jest bardzo ważne w czasach gdy cytowania decydują o akademickim być albo nie być. O tym było już trochę w poprzednim wpisie…

  2. To było jakoś pod koniec lat 80. W Warszawie „w okolicach” Instytutu Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego (albo może gdzieś na Politechnice Warszawskiej — teraz już nie pamiętam) funkcjonowała giełda gdzie można było zaopatrzyć się w oprogramowanie. Transakcje były „uczciwe” — za (kradzione) oprogramowanie „płaciło” się dyskietkami. Były one niezbędne żeby pozyskiwać jeszcze więcej oprogramowania.

    Tam właśnie pozyskaliśmy pierwszą wersję (La)TeXa. Stamtąd też pochodził edytor ChiWriter.

    Pierwsza książka, składana u nas LaTeXem to Dimensional analysis in the identification of mathematical models (Wacław Kasprzak, Bertold Lysik, Marek Rybaczuk), World Scientific, 1990.

    LaTeX był trudny. ChiWriter był łatwy. Jego zaletą była możliwość łatwego tworzenia własnych fontów (wystarczyło zdefiniować „matryce” znaków). I zaraz były fonty z polskimi literami. Zmiany kroju dokonywało się zmieniając font. Zatem żeby wstawić literę „ą” trzeba było przełączyć font na taki zawierający polskie litery. Podobnie było z symbolami specjalnymi, takimi jak alfa, beta.

    Wszyscy (na uczelniach) korzystali z tego edytora. Gdy rozpoczynaliśmy pisanie książki Komputerowy system obsługi eksperymentu (Anna Bartkowiak, Bogdan Kasprzak, Wacław Kasprzak, Wojciech Myszka, Maciej Popkiewicz, Ewaryst Rafajłowicz, Adam Sielicki, Mieczysław Szata, Janusz Zaleski, Jan Zarzycki, Roman Zmyślony, Stefan Zontek), (Wojciech Myszka, ed.), WNT, 1991. Trzeba było zdecydować jak ją składać. Po sukcesie analizy wymiarowej, zapadła decyzja składania w LaTeXu. Ale wszyscy używali ChiWritera. Stworzyłem więc „sterownik drukarki“ który dokonywał automagicznie konwersji z ChiWritera do LaTeXa. Podobnie jak definiowanie nowych fontów (trzeba było stworzyć wzór znaku z kropek) tworzenie sterowników drukarki było proste: wystarczyło przyporządkować każdemu znakowi z fontu sekwencję poleceń (w używanym przez drukarkę języku) powodującą jego wydrukowanie.

    Technikę tę wykorzystałem wcześniej tworząc sterownik do importowanych z NRD elektronicznych maszyn do pisania. Z powodzeniem sprzedawała je firma, która importowała interfejsy pozwalające połączyć drukarkę z komputerem PC korzystając z łącza szeregowego (RS-232). I można było używać maszyny do pisani jako drukarki.

    • Dziękuję za ciekawe uzupełnienie. Konwersja z ChiWritera do LaTeX-a – dla mnie niewyobrażalne. A przez wrodzoną skromność nie wspomniałeś o swoich książkach o samym LaTeX-u. Były dla mnie pierwszym źródłem wiedzy w tej kwestii. Dziś LaTeX przeszedł dużą ewolucję. Zawarte w Twoich książkach informacje są jednak wciąż aktualne. LaTeX to pewnego rodzaju religia. Kto raz skosztował, pragnąć będzie do końca życia.

      Pozwolisz, że doprecyzuję jedno zdanie. System TeX oraz LaTeX wraz z ich dystrybucjami były i są oprogramowaniem bezpłatnym, więc nigdy się ich nie kradło. Inną sprawą jest, że były dostępne na giełdzie. Pamiętam też, że programy typu shareware dystrybuowała kiedyś Gazeta Wyborcza stawiając komputer w redakcji. Można było z niego zgrać sobie programy na dyskietkę.

      A Radiokomputer nocą… (IV program PR, Rozgłośnia Harcerska). To była rewelacja. Piski, skrzeki, skrzypienie. A programy po nagraniu na kasetę wgrywały się do komputera. 🙂 Era preinternetowa jest niezmiernie ciekawa.

      • Ale istnieją również płatne dystrybucje. PCTeX jest jedną z takich właśnie ($180 za wersję profesjonalną). Ale tak: wolnego oprogramowania ukraść nie można. Natomiast twórca oprogramowania udostępniając kod źródłowy programu, nie wykluczał możliwości zarabiania na implementacjach.

        Bardzo szybko „przesiedlimy” się na emTeXa, a ten był już darmowy.

        • A teraz mamy dwie wiodące darmowe dystrybucje: TeXLive dla chyba każdej platformy oraz MikTeX-a dla Windowsa. Płatna jest chyba dystrybucja pod nazwą zbliżoną do znanych jogurtów. 🙂 Sam swoją przygodę zaczynałem właśnie od emTeX-a. MikTeX-a polecił mi któryś z kolegów. Pracowałem na nim długie lata aż do chwili, gdy przestał się rozumieć z którymś Windowsem. Od kilku lat na moich komputerach używam Linuxa, więc tutaj tylko TeXLive. Ale to bardzo dobra dystrybucja, łatwa w konserwacji. Zresztą to wszystko załatwia sam system.

          • Sprawa chyba jeszcze bardziej skomplikowana jest. TeXLive dla linuksa występuje w dwu wersjach: spakietowanej i „vanilla” (czyli takiej, która nie jest ruszona przez deweloperów konkretnej wersji linuksa). Różnią się one i sposobem instalacji i sposobem aktualizacji (oraz dodawania pakietów). Trudno powiedzieć, która jest lepsza. W chwili obecnej — ta spakietowana jakoś nadąża za zmianami w dystrybucji, ale bywało tak, że pozostawała przez dłuższy czas osierocona i zamrożona w swoim rozwoju.
            Dystrybucje płatne ciągle występują (wspomniany PCTeX, ale nie tylko).
            Jest też wersja WYSIWYG (Scientific Workplace https://www.mackichan.com/).

          • Co do Scientific Workplace mam zdanie identyczne jak na temat LyX-a. Ileż ja jeszcze nie wiem. A piszę w LaTeX-u od 1993. 🙂

  3. Strasznie ciekawy artykuł, ale niestety przez to, że szczerze mówiąc jestem w tej kwestii laikiem, nie dopowiem nic ciekawego, jak to zrobili poprzednicy. Mimo to bardzo miło było dowiedzieć się czegoś ciekawego! 🙂

Napisz komentarz