Bo ja jestem, proszę pana, na zakręcie…

Autorką wiersza, z którego zaczerpnąłem tytuł, jest Agnieszka Osiecka. Pięknym wykonaniem tekstu z muzyką Przemysława Gintrowskiego podpisała się Krystyna Janda. Jaki to zakręt? Zapraszam do lektury.


Zakręt śmierci
© Anna Piernikarczyk (PolskieSzlaki.pl)

Stefan Banach – jeden z najznakomitszych matematyków w dziejach – wybrał studia politechniczne. Było bowiem powszechnie wiadomo, że poziom matematyki wykładanej na Politechnice Lwowskiej był znacznie wyższy od uniwersyteckiego. Czy to samo powiemy dzisiaj? Szczerze wątpię.

Od dłuższego czasu kolejne ekipy rządzące skutecznie rozmontowują szkolnictwo wyższe. Ustawicznie obcinanie dotacji na badania naukowe skutkuje ograniczonymi środkami na zakup aparatury, często bardzo drogiej i specjalistycznej. Cierpi na tym jakość badań naukowych. Skoro cierpi, znów obcina się dotacje. Błędne koło się zamyka. Mówi się o kilku uczelniach wiodących. A przecież małe nie znaczy kiepskie. W niewielkich ośrodkach akademickich pracują czasem światowe sławy w swych dziedzinach.

W ślad za słabymi dotacjami na naukę idą liche pieniądze na dydaktykę. Efekt łatwo dostrzec. Kolejne komisje dydaktyczne ustawicznie zmniejszają liczbę godzin przeznaczonych na przedmioty kierunkowe.

Takim przedmiotem jest dla inżyniera matematyka. Cóż można pokazać podczas 90 godzin wykładu? Taka jest łączna liczba godzin wykładów z przedmiotów matematycznych na siedmiu semestrach studiów inżynierskich mojej uczelni. Siłą rzeczy ważne pozycje programowe albo są zmniejszane do nieprzyzwoite minimum, albo w ogóle nie są omawiane. A potem koledzy inżynierowie pokazują studentom programy typu CAD. To tam jest matematyka? – pytają młodzi ludzie. A jak mogę im opowiedzieć o funkcjach sklejanych, jeśli zwyczajnie brak czasu na porządny kurs rachunku różniczkowego?

Jest też druga strona medalu. Małe uczelnie są szkołami któregoś (i to nie drugiego czy trzeciego) wyboru. Studia w nich rozpoczynają dwa rodzaje osób. Są studenci zdolni, których nie stać na podjęcie studiów w metropolii. Inni zdolni wybierają małe uczelnie ze względu na wkładającą w nich kadrę. Ale takich osób jest po około dwie-trzy na grupę. Resztę stanowią intelektualne kaleki. Ludzie, którzy nie słyszeli o rozszerzonym poziomie matematyki w szkole średniej, a maturę zdali na poziomie podstawowym (i to z najniższą możliwą notą). Na wykładach siedzą jak na tureckim kazaniu. Poziom powyżej tabliczki mnożenia jest dla nich zupełną abstrakcją.

Nie ma dobrej dydaktyki bez badań naukowych na przyzwoitym poziomie. Skoro tych brak, zmniejsza się dotacje obu rodzajów. Przez to studia podejmą jeszcze większe miernoty. A po latach te miernoty będą mierną kadrą nauczającą jeszcze większe miernoty. Jeśli nie opuścimy tego błędnego koła z co najmniej pierwszą prędkością kosmiczną, szkolnictwo wyższe upadnie do rangi trochę lepszej zawodówki.

Tak! Jesteśmy na zakręcie. Wyjście z niego wymaga dobrego kierowcy. A czy osoby odpowiedzialne za szkolnictwo wyższe mają w ogóle prawo jazdy?

2 komentarze

  1. Dużo w tym pesymizmu; uzasadnionego skądinąd, jednak jeśli już o cytaty chodzi przytoczę inny J. Petersona: “Siłą Harvardu nie są genialni wykładowcy, czy wysoki poziom nauczania…jest nią to, że Harvard ma wysoki próg wejścia i selekcjonuje kandydatów.” i to jest moim zdaniem trafniejszy punkt.

    Moim zdaniem uczelnie powinny mieć większy wpływ na to jakich kandydatów przyjmują.
    Matura musi powędrować do kosza, a o przyjęciu powinny decydować testy wstępne ustalane przez każdą uczelnię samodzielnie. Wtedy jakość kandydatów by się zwiększyła, a w szkołach może zaczęliby uczyć “rozumienia”, a nie wypełniania testów.

    Drugą kwestią jest zawsze finansowanie; temat rzeka. Jako student nasłuchałem się opowieści o magicznym finansowaniu, a raczej jego braku. Uczelnie są państwowe co oznacza, że pieniądze z podatków co najmniej dwa razy są uszczuplane nim trafią do uczelni, a wszyscy żyją w przekonaniu, że “studiuje się za darmo”. Na zachodzie się płaci, są oczywiście stypendia i inne ułatwienia dla zdolnych, jednak generalnie się płaci.

    Jeszcze należy wspomnieć o mentalności; ile to negatywnych cytatów można znaleźć do opisania wykształconej osoby, czy też mądrej (bo to niekoniecznie to samo). Polacy to bardzo ciekawy naród – mamy dużo utalentowanych osób, dobrych naukowców – a jednocześnie nie chcemy ich słuchać, tłamsimy jak za dużo mówią albo ignorujemy. Potem wielki płacz bo ci utalentowani ludzie wyjechali za granicę i nie ma komu zrobić tego, tego czy tego; albo musimy importować dzieło ich umysłu za o wiele większe pieniądze, niż gdybyśmy mieli to u siebie.

Dodaj komentarz