Jak zostałem matematykiem, część XI

Zasadniczy etap przewodu doktorskiego, czyli napisanie rozprawy doktorskiej, jej recenzje, egzaminy i obrona, trwał około roku. Dostatecznie długo, aby poczuć się zmęczonym. Dlatego po otrzymaniu stopnia naukowego doktora moje badania wyraźnie zwolniły. Owszem, wciąż powstawały nowe prace, teraz już we współautorstwie. Ich tematyka wciąż nawiązywała jednak do doktoratu. Brakowało jakiegoś powiewu świeżości. Ponadto osłabła motywacja. Muszę powiedzieć, że długo byłem sam, trwając w stanie kawalerskim. Nie było motoru napędowego. Stan ten trwał przez sześć lat (1997–2003).

W latach 2002 i 2003 ukazały się dwie prace naukowe dotyczące pewnych uogólnień pojęcia wypukłości funkcji. Jedna szła w kierunku analizy numerycznej, druga w kierunku innego pojęcia siecznej, niekoniecznie związanego z liniami prostymi. Tematyka obu była inna. Jednak lektura tych prac była odpowiednim bodźcem, wzmocnionym poznaniem mojej żony. Poprowadziłem swoje badania równolegle w kierunkach analizy numerycznej oraz istnienia funkcji podpierających uogólnione funkcje wypukłe. Jak się później okazało, był to początek prac związanych z habilitacją (ta nastąpiła w roku 2011).

W swoich badaniach naukowych zacząłem stosować systemy obliczeń symbolicznych. Znacząco pomogły one w uzyskaniu wielu nierówności szacujących błędy kwadratur, czyli metod przybliżonego obliczania całek oznaczonych. W omawianym okresie nie wiedziałem czy moje rezultaty są ważne. Powiedziałem sobie: napiszę pięć prac naukowych i wtedy zobaczę czy tematyka jest obiecująca i można na niej oprzeć habilitację. To proste stwierdzenie stanowiło w moim odczuciu pierwszą świadomą i samodzielnie podjętą decyzję w życiu naukowym. Wkroczyłem więc w okres matematycznej dorosłości. Odtąd mogłem mówić o sobie: jestem matematykiem.

Okazało się, że wyniki tych pięciu prac dotyczących analizy numerycznej stały się jednym z pobocznych wątków rozprawy habilitacyjnej, która bardziej poszła w kierunku badania teoretycznych aspektów uogólnionej wypukłości.

W tym miejscu kończę mój cykl Jak zostałem matematykiem. Teraz już nim jestem.

10 komentarzy do “Jak zostałem matematykiem, część XI

  1. Jakie to proste patrząc z oddali a jednocześnie jak bardzo złożone kiedy oko przybliżyć do problemów i przeciwności które trzeba pokonać by te pierwsze rozwiązać.

    • Ludzie dzielą się na tych, co przed, i tych, co już po. W karierze matematyka jestem już po prawie wszystkim. Jeszcze przed profesurą tytularną. 🙂 Jednak dzieląc się wrażeniami jakoś zawsze mówię, że było fajnie, spokojnie, staram się uspokoić pytającego. Może z wyjątkiem egzaminu doktorskiego, który wspominam dość traumatycznie.

      Zakończony cykl był próbą retrospekcji. Owszem, z perspektywy lat doświadczenia może to wyglądać prosto. Ale istotnie, trudności było dużo. Starałem się opisać również swoje rozterki. Więc wcale to łatwo nie przyszło, na co łaskawie zwraca Pan uwagę. Mam jednak nadzieję, że mój cykl okaże się pomocny w wyborze zawodu. W tym sensie bardzo cieszę się ze wszystkich komentarzy.

  2. Hmmm, matematykiem nie zostanę na pewno. Nigdy nie trafiłbym na Pana bloga, gdyby nie info na zajęciach. Zastanawiam się, a może lepsze określenie w dzisiejszych czasach, dziwi mnie to, dlaczego nie poszedł Pan w stronę aktuariusza. Raptem jest ich w PL ze trzy setki, w okresie transformacji, wiele zagranicznych firm wchodziło na rynek i zapewne popyt był (jest). Przychodzi mi na myśl jedno słowo – pasja. Dlatego nie pracuje Pan w TU. Co do profesury, zapewne w ciągu kadencji AD – życzę serdecznie. Przy okazji, gratuluję lekkości pióra, byłem przekonany, że matematyk – literat, to oksymoron, po prostu chapeau bas! Pozdrawiam

    • Aktuariuszem nie zostałem z prostej przyczyny: w 1987 gdy zaczynałem studia panowała schyłkowa komuna i aktuariuszy można było zliczyć na palcach jednej ręki. Ciekawe, że w II RP zawód aktuariusza był znany i uprawiany normalnie. Oczywiście jest on tak stary jak historia ubezpieczeń. Tak więc ja zaczynając studia, a nawet je kończąc, nie wiedziałem w ogóle, że taki zawód istnieje. Powiedział mi o nim kolega probabilista i statystyk. Obecnie nie planuję zmiany specjalności, wrosłem mocno w nurt analizy wypukłej, którą zajmuję się przez cały czas swojej aktywności naukowej. Odkrywanie nowych twierdzeń, pisanie prac, ich referowanie na konferencjach i wreszcie nauczanie studentów to coś, co sprawia mi niezmierną radość. Jest oczywiście aspekt finansowy. Jednak choćby najlepiej płatna praca uprawiana bez pasji będzie prowadzić do frustracji, a nawet wypalenia. Ja go w żadnym wypadku nie czuję. Dobrze mi z tą matematyką. Być matematykiem – to moje życiowe motto.

    • Dziękuję za sugestię. Obecnie rozpocząłem cykl dotyczący funkcji wypukłych. Są to podstawy moich zainteresowań naukowych. Temat rozprawy doktorskiej to Twierdzenia o selekcjach a twierdzenia o oddzielaniu. Głównym wynikiem było istnienie funkcji wielomianowej oddzielającej funkcję wypukłą $n$–tego rzędu od funkcji wklęsłej $n$–tego rzędu.

      Tematyce funkcji wypukłych wyższych rzędów pozostałem wierny przez praktycznie całą karierę naukową. Wspomnę, że funkcja $f:\I\to\RR$ (gdzie $\I\subset\RR$ jest przedziałem) jest $n$–wypukła, jeśli jej pochodna rzędu $n+1$ jest nieujemna. Podobnie jak w ostatnim wpisie o definicjach funkcji wypukłych prezentuję tu definicję najmniej ogólną.

      Tematem rozprawy habilitacyjnej są Wybrane zagadnienia uogólnionych funkcji wypukłych. Funkcje wypukłe wyższych rzędów są tu szczególnym przypadkiem.

      Reasumując, przemyślę przystępną prezentację tez moich rozpraw, ale nie napiszę nowego cyklu od razu.

  3. Naprawdę super cykl tego bloga! Właśnie go cały przeczytałam na jeden raz, bo tak mnie wciągnął do dzieła 🙂 Zaczynając studia doktoranckie i zamyślając się nad wszystkim z tym związanym jest bardzo ciekawe i motywujące czytać jaka była Twoja droga do zostania matematykiem. Więc biorę z tego przesłanie, że trzeba pracować i studiować bardzo pilnie i z pasją, być cierpliwą i nie poddawać się trudnościom… bo warto tą drogę przejść. Być matematykiem jest piękny zawód (albo nawet styl życia)…. 🙂 Niech żyją matematycy! 🙂 Życzę Ci powodzenia i wielkich sukcesów w dalszej drodze naukowej i w ogóle życiowej! 🙂

    • Droga Dušano, dziękuję za komentarz motywujący do dalszego tworzenia bloga. Bardzo dobrze piszesz po polsku (dla nie wtajemniczonych powiem, że Dušana jest Słowaczką).

  4. Rewelacyjny cykl. Jeśli chodzi o matematykę, to jestem laikiem, ale tutaj naprawdę można poczytać o ciekawych rzeczach i zrelaksować się. Życzę powodzenia w przyszłości i zachęcam Pana do kolejnych publikacji. Grono czytelników jest i na pewno będzie rosło.

    • Dziękuję za wyrazy uznania. Zawsze tego rodzaju komentarze zachęcają do dalszego pisania. W kolejnym wpisie być może napiszę coś o pewnym narzędziu służącym do dowodzenia nierówności. Dawno już nie było na blogu ,,twardej” matematyki.

Napisz komentarz