Nauczanie postkoronne

I tak z dnia na dzień wszyscy zostaliśmy nauczycielami. Zaskoczeni, wplątani… Jaka jest przyszłość edukacji? Czy kontakt z nauczycielem jest naprawdę potrzebny? Co dalej, edukacjo?

E-learning

Ogólnie znane okoliczności zmusiły nas do podjęcia edukacji zdalnej. E-learning jest co prawda rozwijany od dłuższego czasu, ale nigdy nie występował w tak masowej skali, w jakiej teraz z konieczności musi się pojawić. Zadajmy pytanie czy to w ogóle e-learning. Optuję za określeniem nauczanie zdalne. Bardzo różne są tu podejścia. Jedni sądzą, że wystarczy skopiować swoje notatki i podać je uczniom / studentom (lepsze to od nic nie robienia), inni natomiast prowadzą prawdziwe zajęcia z użyciem platform e-learningowych. Brutalna rzeczywistość zmusza nas do zapoznawania się z metodami nauczania na odległość. Kto już wcześniej próbował tu swoich sił, stoi na wygranej pozycji mogąc wejść w temat przebojem. Prawdziwy stres czeka jednak osoby nieobeznane z multimediami (a jest takich naprawdę wiele).

W takim momencie wydaje się, że przechodzimy przyspieszony kurs e-learningu, a ten będzie się rozwijał na dużą skalę. Jednak nie jest on celem, a jedynie metodą. Jedną z metod podawania wiedzy. Nie wyobrażam sobie bowiem braku kontaktu pomiędzy mistrzem a uczniem. Czym innym jest odczytywanie kolejnych stron podręcznika czy slajdów prezentacji niż żywy kontakt z prawdziwym słowem. Lekcja, wykład… każda jednostka stanowi niepowtarzalne autorskie dzieło. Tworzone nie tylko przez nauczyciela, ale i przez słuchaczy. Tak!!! To oni zadają pytania, a nauczyciel na nie odpowiada. Pytania najbardziej zaskakujące. Dlatego wchodząc do sali pełnej uczniów nigdy nie wiemy, jacy z niej wyjdziemy. Więc nauczanie to nie tylko podawanie wiedzy. To żywy kontakt!!! Tego żaden e-learning nie zastąpi. Może więc być jedynie uzupełnieniem nauczania prowadzonego w formie stacjonarnej.

Kiedyś otrzymałem taki wpis do dziecięcego pamiętnika: Kto wytrwa ten zwycięży, zginie kto łzy roni. Warto więc poznawać metody nauczania zdalnego. To ubogaca nasz nauczycielski warsztat. Może kiedyś szybciej wejdziemy w kolejną nową rzeczywistość. Bardziej z marszu…

A jaka jest tu rola rodzica? Fundamentalna. Dziecko nie potrafi samo zapanować nad ogromem materiału zadawanego z dnia na dzień, z godziny na godzinę, z minuty na minutę. Kilkadziesiąt e-maili dziennie. A tu trzeba wyprać, przygotować posiłki, posprzątać, zrobić zakupy, pracować zawodowo. Obyś cudze dzieci uczył… to starodawne przekleństwo staje się teraz błogosławieństwem. Bo własnych uczyć nie sposób. Również technicznie. Jak mając trójkę dzieci udostępnić im jeden komputer na trzy różne zdalne lekcje odbywające się w tym samym czasie? Spytajmy zmarłego niedawno kosmologa Stephena Hawkinga o wszechświaty równoległe… może tu jest jakiś ratunek.

A tak naprawdę wszystko wymaga zdrowego rozsądku. A tego musimy się wszyscy nauczyć. Jednak proces nauczania jest bardzo powolny.

Dodaj komentarz