Warto wiedzieć więcej

Człowiek uczy się przez całe życie. Współczesny świat narzuca ciągłe poszerzanie zakresu swojej wiedzy. Czy istnieją granice tego procesu? Co umieć należy, co umieć przyzwoicie, a czego nieprzyzwoicie jest nie umieć? Zapraszam do lektury.

Życie człowieka składa się z naturalnych etapów. Jednym z nich jest nauka. Formalnie trwa ona do ukończenia jakiejś szkoły. Dla mnie – osoby w wyższym wykształceniem – było to ukończenie studiów. Kończąc naukę jest się wyposażonym w jakiś bagaż wiedzy merytorycznej dotyczącej dziedziny swojego wykształcenia. Nie sposób jednak ogarnąć rozumem całej dziedziny wiedzy, którą się studiowało. Siłą rzeczy zawsze nasze wykształcenie będzie niepełne.

Ukończyłem studia, rozpocząłem pracę nauczyciela akademickiego. Przychodzą nowe wyzwania, nowe przedmioty do nauczania. Konieczne jest zdobycie nowych umiejętności. W tym miejscu możliwe są dwie postawy. Kiedyś ktoś mi powiedział, że uczy się tego, co się umie. Takie podejście wyklucza wszelkie poszerzanie zakresu wiedzy i umiejętności oraz naukowo–dydaktycznego repertuaru. Druga postawa jest aktywna: jestem matematykiem, nowy przedmiot ma wiele wspólnego z matematyką, więc się go nauczę.

Najlepszą metodą realizacji drugiej postawy jest taka: jeśli chcesz się czegoś nauczyć, weź sobie z tego wykład. Na początku obecnego tysiąclecia stwierdziłem, że nieprzyzwoicie jest nie znać statystyki. No ale przecież tego przedmiotu nie miałem na studiach matematycznych na sekcji teoretycznej, więc nie muszę. Czy będę uczył tylko tego, co umiem? Nie! W czerwcu wziąłem sobie na przyszły rok akademicki wykład ze statystyki, przestudiowałem kilka podręczników i po kilku miesiącach nauki własnej byłem w stanie prowadzić wykład. Robię to z powodzeniem do dnia dzisiejszego.

Tu więc znajduje się odpowiedź na pytanie, czego nie umieć jest nieprzyzwoicie. Jeśli dana dziedzina wiedzy ma coś wspólnego z moją podstawową i jej znajomość okazuje się wskazana, powinienem ją opanować. Nieprzyzwoicie nie podjąć wysiłków.

A co umieć należy? Studia matematyczne to taka matematyczna tabliczka mnożenia, jakiś podstawowy zakres wiedzy pozwalający funkcjonować w świecie królowej nauk. Ten podstawowy kanon należy bezwzględnie znać.

Rychło okazuje się, że materiał ze studiów jest dalece niewystarczający. To, co jest potrzebne w dalszej pracy, umieć przyzwoicie. Tu mieści się mój brak akceptacji dla nauczania tylko tego, co się umie.

Swoją wiedzę należy bezwzględnie poszerzać. W jakim kierunku? Na przykład związanym ze swoją działalnością naukową, a ogólnie z wyzwaniami dyktowanymi pracą zawodową. Niedawno dyskutowałem z kolegą – inżynierem właśnie o nadprogramowej wiedzy. Powiedział mi, że nie zna biologii ani chemii. No i nie potrzebuje ich znać, bo jest inżynierem–konstruktorem m. in. wzmocnień drzwi samochodu. Z tym podejściem się zgadzam. Jednak jakaś nadprogramowa wiedza ogólna jest potrzebna. Tak więc dla przykładu powinien znać (i zna doskonale) funkcje sklejane potrzebne w procesie projektowania wspomaganego komputerem.

Sam interesuję się samochodami. Nauczam też studentów kierunku mechanika i budowa maszyn, którzy później wybiorą specjalizację silnikową. Przyzwoicie dla mnie jest więc znać jakieś najprostsze podstawy budowy pojazdu. Oczywiście żaden ze mnie specjalista, ale przynajmniej orientuję się w matematyce kilku zagadnień. A studenci to cenią. Obrazek ilustrujący ten artykuł przedstawia geometrię tzw. zasady Ackermanna. Koła osi skrętnej samochodu skręcone są pod różnymi kątami. Nie interesuje mnie, jak praktycznie realizuje się tę zasadę w konstrukcji, ale wiem doskonale, jakie są matematyczne podstawy. Być może kiedyś omówię szczegóły.

Bądźmy aktywni wobec wyzwań stawianych nam przez życie.

  1. Dzień dobry lub cześć, proszę wybierz sobie co Ci odpowiada. Z chęcią się dowiem, jaki zwyczaj tu panuje, czy wolisz aby się do Ciebie formalnie zwracano, czy mniej.
    Myślę, że poruszyłeś bardzo istotną kwestię nie tylko dla osoby, która zajmuje się i uczeniem i nauczaniem.
    Takie sformułowania jak podróże kształcą, albo człowiek uczy się przez całe życie, bardzo często, choć nie zawsze są powtarzane bez namysłu, albo przyjmuje się a priori, że taka właśnie jest prawda, albo tak chcemy to widzieć, bo jest to w jakiś sposób dla nas wygodne. Jeśli człowiek uczy się całe życie, i jest to skutek uboczny, niejako przez osmozę, to po co się wysilać?
    Inną, bardzo ważną poruszaną przez Ciebie kwestią jest przyjęcie założenia, że człowiek uczy, tego co sam umie, ale jeśli bezrefleksyjnie osiada w tej wiedzy, którą już posiadł, jego rzeczywista wiedza może być, i często jest mniejsza, niż była na początku procesu jego własnego kształcenia.
    Pozdrawiam, miłego dnia.

    • Cieszę, się, że Ci się podobało. Owszem, w ciągu 30 lat pracy nauczyciela akademickiego zgromadziłem wiedzę znacznie wykraczającą poza kanon studiów matematycznych i widzę, jak jest mi ona potrzebna.

      Forma ,,na ty” jest powszechnie przyjęta na forach internetowych, a komentarze na blogu są jakąś namiastką forum. Tak więc wszystko w porządku. Pozdrawiam serdecznie.

      • A co Cię zdziwiło najbardziej w ciągu Twojej pracy? Matematyka jest nauką ścisłą, posiada własny język, bardzo konkretny, czy jako osoba, której zawodem i pasją jest nauka ścisła koniecznym jest byś weryfikował swoją wiedzę? Jeśli tak, to w jaki sposób to robisz?

        • Ciekawe pytane do wywiadu z moją osobą. 🙂

          Największe zdziwienie dopada mnie dość często. Są mianowicie rzeczy oczywiste, których ludzie mogą nie rozumieć, a powinni nawet bez żadnej znajomości matematyki. Tak więc często dowiaduję się, czego można nie wiedzieć. Dla przykładu, mając \(f(x)=\sqrt{x^2+1}\) nie jest oczywistym, ile wynosi \(f(y).\)

          Wiedza matematyczna jest weryfikowalna. Po prostu każde twierdzenie ma dowód. Sam nie jestem w stanie pojąć wszystkich dowodów, więc polegam na recenzjach specjalistów w danej dziedzinie (dowód Wielkiego Twierdzenia Fermata jest w stanie pojąć nie więcej niż pięć osób na świecie). A jeśli mam jakieś przypuszczenie, że jest tak albo inaczej, szukam prac naukowych na dany temat. To najlepsze źródło weryfikacji wiedzy.

  2. I tu tkwi wielki błąd. Przytoczę przykład. Pana docenta kolega inżynier od budowy samochodu – nie zna biologii. A powinien ją znać. A dlaczego powinien ? Choćby z tego względu, żeby wiedział jak zaprojektować fotel do siedzenia w aucie. Pod jakim kątem go zamontować, uwzględnić odcinek lędźwiowy, oparcie – by użytkownik nabytego w przyszłości auta mógł komfortowo i zdrowo na tym fotelu siedzieć i by podróż była mniej męcząca dla ludzkiego ciała. Więc powinien z biologii znać podstawową anatomię ciała ludzkiego.

    • Dziękuję za komentarz.

      Napisałem, że nasza wiedza zawsze jest niepełna i nie da się wiedzieć wszystkiego, nawet w swojej dziedzinie. Skoro kolega projektuje m. in. wzmocnienia boczne do drzwi, to ergonomia fotela będzie mu obca. Tym zajmują się inni specjaliści. To tak, jakby zapalenie oskrzeli leczył weterynarz. Bo przecież i zwierzę żywe, i człowiek żywy. Dlatego pozwolę sobie nie przychylić się do zaprezentowanej w komentarzu opinii. 🙂

Napisz komentarz